RSS
sobota, 19 marca 2011
Wolność

Wolność - szkoda, że w języku polskim nie istnieje odmiana tego słowa w czasie przeszłym, bo gdyby istniała to świetnie określałaby naszą (moją+żony) sytuację. Można powiedzieć, że od jakichś trzech lat jesteśmy zniewoleni. Zniewolone są nasze ciała i umysły. Przez co? Ja raczej zapytałbym przez kogo? Nasz syn daje nam niezły wycisk. Powtarza tę terapię niemal każdego dnia. Jest niezwykle konsekwentny w tym co robi. Ale miało być o wolności, więc wróćmy do głównego wątku. Jak można zdefiniować wolność? Istnieje wiele różnych definicji zawartych w "mądrych" księgach typu słownik, encyklopedia. Jednakże zapewne nikt z nas tych definicji nie pamięta, bo i po co? Dla każdego wolność jest czymś innym, wyraża się w odmienny sposób. Czym jest wolność dla mnie? Może to aż nazbyt prozaiczne, ale wolność kojarzy mi się z wyjściem do kina, na dyskotekę, bądź gdziekolwiek indziej bez osoby towarzyszącej w postaci "całuśnego" trzylatka. Kocham go bardzo, ale czasami mógłby zostać w domu z instytucją typu babcia, dziadek, ciocia etc. Niestety w naszym przypadku powyższe instytucje zdają się nie zauważać naszej (przyp. red. mojej i żony) potrzeby swobody (czyt. wolności). Od trzech lat nie wychodzimy sami z domu. Czujemy się jak więźniowie (oni to przynajmniej mają spacerniak). To niezwykle nużące i wyczerpujące. Mam wrażenie, że zażyjemy nieco swobody dopiero gdy syn pójdzie do przedszkola (lub na studia). A co z wolnością? Wolność to obecnie dla nas przeszłość, lub daleka przyszłość. A czym była? Wspólnym włóczeniem się bez celu, przesiadywaniem w różnych miejscach, długimi rozmowami, intymnością dwóch osób, nieograniczonymi możliwościami. Obecnie wolnośc przeistoczyła się w stabilność. To też nie jest takie złe.

Tagi: wolność
22:01, noname27
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 marca 2011
Szarość istnienia

W moim życiu huśtawka nastrojów, z tendencją spadkową. Nic mnie nie cieszy. Nie mam przed sobą jasno określonego celu i to mnie deprymuje. Nie mam na nic ochoty. Czuję swego rodzaju ból istnienia. Jeżeli tak miałoby wyglądać całe moje życie, to wolałbym nie żyć wcale. najchętniej zasnąłbym i przespał ten cały czas. Sen odcina mnie od rzeczywistości. To właśnie w nim mogę być kimś innym niż jestem. Kimś nieprzeciętnym, niezwykłym. W chwilach takich jak ta mam ochotę przespać całe życie, już nigdy się nie obudzić. To bardzo piękna wizja - brak problemów, cierpień. Wszystko byłoby takie proste. Niestety trzeba pogodzić się z rzeczywistością. Przyoblec się w szarość istnienia i balansować pomiedzy bielą radości i czernią smutku. Wszystko o czym mówię odzwierciedla aktualny stan mojego umysłu. Pocieszające jest to, że za chwilę, za kilka godzin, dni to wszystko może się zmienić i świat znów stanie się pełen barw, radości. Wszystko nabierze sensu, a dawne smutki odejdą w zapomnienie.

środa, 16 marca 2011
Odsiecz

Dziś miałem okazję obcować z moim synem nieco więcej czasu niż zwykle. Pięć godzin - tylko on i ja. Dla osób, które długo pracują, a co za tym idzie rzadko widują swoje dzieci, taka sytuacja byłaby spelnieniem marzeń, bo oto nareszcie poświęcą swej pociesze nieco czasu. A dla mnie? W moim przypadku jest trochę inaczej. Ja mam swojego syna 24 godziny na dobę i muszę (chcę) poświęcać mu niemalże 100% uwagi. Gdy tego nie robię, to syn zaczyna rujnować mieszkanie. Przewraca różne przedmioty, biega, skacze itp. Dziś mój syn obudził się około jedenastej (należy w tym miejscu zaznaczyć, że zasnął o drugiej). Pierwsze co zrobił to zawołał "mamo". Zawsze tak robi, chyba, że to ja sam go usypiam - wtedy woła "tato", a dopiero później pyta o mamę. Odpowiedź, że mama jest  w sklepie mu wystarcza. Zaraz po tym jak się obudził stwierdził, że już wystarczająco odpocząłem (jego zdaniem) wypowiadając znienawidzony przeze mnie zwrot "wstajemy". Cóż było robić - wstałem. Ubrałem siebie, jego (z oporami). Uprzątnąłem nasze (jego, moje iżony) legowisko. Przygotowałem śniadanie - pyszną kaszkę manną. Była pyszna tylko moim zdaniem, bo syn zjadł jej tylko dwie łyżki. Wolał kanapkę składającą się z wczorajszego chleba i dżemu. (dziwak). Po "pysznym" śniadaniu przeszliśmy do rozwoju umiejętności manualnych, połączonych z doskonaleniem refleksu (łapanie nadlatujących przedmiotów). Zabawa trwała jakiś czas (sam nie wiem jaki). Następnie opuściliśmy nasz lokal i imprezę przenieśliśmy na dwór. Tam było całkiem dobrze. Bieganie, chowanie się itp. Po moich błaganiach wróciliśmy do domu. Łaskawca (syn) pozwolił mi przyglądać się jego zabawie, lecz każde krzywe spojrzenie karał (na różne sposoby). Tak dotrwaliśmy do powrotu naszej Wybawicielki, która  o wyznaczonej porze, przybyła z odsieczą.

Tagi: odsiecz
23:22, noname27
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2011
Ciepłe dni

Zdaje się, że zima już za nami. Diś było piętnaście stopni. To niemalże lato w porównaniu z mrozami tegorocznej zimy. Gdy jest tak ciepło, to mój nastrój znacząco się poprawia. Nareszcie mogę wyjść na dwór i pooddychać świeżym (bądź jak to mówi moja żona) bieżącym powietrzem. Wokół mnie do życia budzi się cała przyroda (a ja wraz z nią). Trawa zaczyna się nieśmiało zielenić, słychać świergot ptaków, gdzieniegdzie pojawiają się pierwsze pączki kwiatów (w moim przypadku były to tulipany). Jest pięknie. Wiosna jest cudowna. Natura odradza się, a z nią człowiek. Z niecierpliwością czekam na kolejne ciepłe dni.

sobota, 12 marca 2011
Modlitwa i wiara

Modlitwa jest dla mnie czymś bardzo ważnym, choć muszę przyznać, że nie zawsze tak było. Kiedyś (kilka lat temu) modliłem się każdego wieczora, odmawiałem niemalże cały pacierz (te modlitwy, które znajdują się w książeczce). Modliłem się na kolanach, klęcząc na ziemii. Później mój "zapał" zaczął wygasać. Modlitwa wyglądała inaczej - modliłem się w łóżku, czasami leżałem. Aż w końcu skróciłem pacierz do zaledwie dwóch modlitw, by wreszcie zaprzestać w ogóle. Tak wyglądała smutna historia moich rozmów z Bogiem. Moja wiara osłabła, nie chodziłem do kościoła zbyt regularnie. Przeżywałem czas buntu wobec Boga, a właściwie to wobec Kościoła - szerzącej się w nim obłudy i komercji. Wolałem pielęgnować wiarę w sobie, w swoim sercu  - bez pośredników. Jakiś czas temu się to zmieniło - spotkałem osobę, która umocniła mnie w wierze, sprawiła, że ponownie odkryłem siłę jaką daje modlitwa. Teraz modlę się każdego dnia. Codziennie proszę Boga o różne rzeczy - od tych najbardziej prostych, do takich, które obejmują wszystkich ludzi i rzeczy bardziej abstrakcyjne. Odkąd zacząłem sie modlić wyczuwam istotną poprawę w moim życiu. Jak za dotknięciem magicznej różdżki spełniają się moje prośby (oczywiście nie wszystkie). Wiem, że na wszystko przyjdzie odpowiednia kolej. Czasami się niecierpliwię, ale taka jest niestety natura ludzka. Moja wiara rozkwita na nowo, choć mam wrażenie, że zawsze była taka sama, natomiast teraz znalazła odpowiednią drogę ekspresji.

22:43, noname27
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Liczniki odwiedzin